piątek, 1 maja 2015

Cypr

Cypr-kulinarny raj, jak większość Państw basenu Morza  Śródziemnego. Pod warunkiem, że zorganizujecie wyjazd na własna rękę bo w hotelu rezerwowanym przez biuro nie ma możliwości zajadania się ośmiornicami czy innymi wodnymi stworami :) Oto kilka fotek


 Dwa zdjęcia powyżej przedstawiają szafy chłodnicze, w których ułożone jest bogactwo morza.
Świeże ostrygi

cypryjska odmiana golonki.

Inna propozycja podania ośmiornicy. Fajna? Super!!!

Łosoś w towarzystwie małż.

Cypryjski burger w 100% wołowiny!!Fajnie podany.

Musaka (mousaka) – zapiekanka z mięsa mielonego, ziemniaków, bakłażana, sosu pomidorowego, zalana beszamelem

Małże w sosie z białego wina.

Ośmiornica jako meze. Meze to coś w rodzaju przystawki tak jak w Hiszpanii tapas.

Baklava- bardzo słodki deser zaczerpnięty z kuchni tureckiej.

Chłodnia z rybami. Takie chłodnie ku naszemu zdziwieniu występowały w kwietniu tylko w Pafos w Porcie. Nigdzie indziej w tym okresie nie spotkaliśmy się z tym. Zjeździliśmy cała cypryjską część wyspy i tylko w Pafos mogliśmy wybierać z witryn chłodniczych co chcemy mieć na talerzu.

Red Snapper
Ten sam Red Snapper już po ugrillowaniu i wyfiletowaniu:)



Małże

Ośmiornica



Baby Squid,s ( kałamarnice)

ponownie małże

Majeranek

rozmaryn

kalmary

małże w czosnku.
Wyśmienitym dodatkiem szczególnie do sałatek jest ser Halloumi z koziego i owczego mleka. Przypomina nasz oscypek. Nie będę pisał o oliwkach, figach bo to oczywiste.
Tak pokrótce przedstawiam Wam cypryjską kuchnię troszkę wyselekcjonowaną pod mój i mojej żony gust. Relacja na temat podróży po Cyprze znajdziecie na blogu world-castle.blogspot.com



Zgodnie z przepisami USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii zamieszczonych na tej stronie są własnością ich autora (czyli moją). Jeśli chcesz je skopiować i rozpowszechnić, zwróć się z prośbą do mnie.

niedziela, 8 lutego 2015

CREME BRULEE







SKŁADNIKI DLA 2 osób
200 ml śmietanki 30% lub 36%
2 łyżki stołowe cukru
3 żółtka
Laska wanilii
Brązowy cukier do posypki

1.Rozgrzewamy piekarnik do 130z naczyniem z wodą
2.Laskę wanilii przecinamy wzdłuż i wyskrobujemy ziarenka
3.Żółtka ucieramy na gładką masę z cukrem .
4. Do  garnka wlewamy śmietanę, wrzucamy laskę wanilii i podgrzewamy mieszając tak aby nie doprowadzić do wrzenia.
5.Śmietankę przelewamy do miseczki z żółtkami, mieszamy wszystko razem ale tylko żeby połączyć składniki. Przelewamy do foremek( powinno wyjść 2 większe lub 3 małe).
Wkładamy do piekarnika do formy z wodą ( wodę można wlać na głęboką blachę z piekarnika)
Pieczemy 30 min, następnie wyjmujemy, ochładzamy w temperaturze pokojowej i wstawiamy do lodówki najlepiej do następnego dnia. Przed podaniem posypujemy brązowym cukrem i podgrzewamy palnikiem ( jeżeli nie mamy palnika to wkładamy do piekarnika z grzaniem górnym).

wtorek, 27 stycznia 2015

MICHEL MORAN- BISTRO DE PARIS

 Bistro de Paris, została wybrana z przewodnika Michelin'a. Restauracja znajduje się również w przewodniku Gaullt& Millau. Rezerwacji dokonaliśmy z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym. Nie wiem czy tak długo trzeba czekać ale po doświadczeniu z Atelier Amaro postanowiłem dokonać rezerwacji wcześniej.
Stolik można zarezerwować  drogą e-mailową bezpośrednio ze strony restauracji.
Do Warszawy pojechałem z żoną i z książka autorską Pana Michel'a, którą otrzymałem pod choinkę.

 Przed przyjazdem napisałem e-mail z zapytaniem jakie są szanse na autograf i jakież było moje zaskoczenie  na odpowiedź z Bistro de Paris, że Pan Michel podejdzie do nas przy kolacji.

Podobnie jak w Atelier Amaro w dniu kolacji personel potwierdza rezerwację stolika u mnie jeszcze przypomniano mi żebym zabrał ze sobą książkę :)
Wnętrze restauracji jest bardzo eleganckie jak i cały budynek bo to Teatr Narodowy.
Na wejściu serdecznie wita nas personel. W restauracji dominują panie w obsłudze.
Wybieramy dania z karty.Karta oparta jest o dania kuchni francuskiej. Kolację rozpoczynamy lampką wina musującego.
Pierwsze dania nie mogły nie zawierać ulubionej Foie Gras!!!!
Na Amuse Bousche otrzymujemy wędzoną pierś kaczki z foie gras ( zdj. poniżej)

 Terina foie gras z pomarańczową marmoladą i przyprawami
Foie Gras z kaczki na ciepło, chutney z gruszki „Nashi”z syropem z gruszki "Nashi" i domowym brioche.
Do Foie Gras jak przystało zaproponowano nam lampkę białego słodkiego wina.
Po pierwszym daniu otrzymaliśmy granitę truskawkową zalaną winem musującym. Podaje się to po to żeby zmienić całkowicie smak przed głównym daniem. W między czasie pojawia się sam Michel Moran, podchodzi do naszego stolika i pyta czy wszystko jest w porządku i udaje się do kolejnych stolików.

Danie główne. Do dania głównego wybraliśmy butelkę czerwonego półwytrawnego wina francuskiego.

 Chrupiąca pierś perliczki z udkiem, guinoa z kurkumą, sos miodowo-sojowy
"Tournedos" Rossini ( czyli polędwica wołowa),sos Madera z truflami i smażone Foie Gras.
Autorem dania jest kompozytor i znawca kuchni Gioacchino Rossini. Gdy zamówił danie swego pomysłu, kelner, który je serwował, uznał je za tak nie smaczne, że odwrócił się (tourner) plecami (dos) do kompozytora i jego potrawy. Tak powstała nazwa :)
Szkoda że nie zrobiłem zdjęcia po przekrojeniu. Mistrzostwo świata w środku mięso różowe!!! Po daniu głównym ponownie zjawia się szef Michel, podchodzi do stolików i pyta gości czy wszystko smakuje. Podchodzi do nas i podpisuje moją książkę.



Desery:
Suflet Grand Marnier
 Moim deserem były sery francuskie. Jak zobaczyłem ten wózek z serami to myślałem, że spadnę z krzesła!!!
Niestety wszystkich nie zapamiętałem. Zaczynając od godziny 18 na talerzu od sera najdelikatniejszego( kozi Chevre) zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po drodze znajduje się Camembert wydaje mi się że na godzinie 21 no i na godzinie 16 ser Roquefort. Do tego winogrono, orzechy i koniecznie kieliszek Porto. Niebo w gę.............e.!!!!!
Na koniec ponownie zjawia się sam Michel Moran i proponuje wspólne zdjęcie. Niesamowite jaki sympatyczny, uśmiechnięty człowiek!!!

Reasumując, Bistro de Paris to najwyższa półka, światowa klasa. Zastanawia mnie dlaczego i ta restauracja nie otrzymała gwiazdki Michelin,a. Myślę, że to kiedyś nastąpi. Cenowo restauracja do tanich nie należy no ale nie oszukujmy się produkty na talerzach to najwyższa jakość. Znacznie tańszy jest lunch biznesowy. Generalnie większość produktów przylatuje  z Francji, więc możemy nie lecąc do Francji poczuć odrobinę tego bogatego kraju w smaki w Warszawie!!!!!!!Polecam!!!!!!!!!

Zgodnie z przepisami USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii zamieszczonych na tej stronie są własnością ich autora (czyli moją). Jeśli chcesz je skopiować i rozpowszechnić, zwróć się z prośbą do mnie.

niedziela, 25 stycznia 2015

ATELIER AMARO

W poście tym opiszę podróż po smakach w Atelier Amaro. Zacznę od tego, iż rezerwacji stolika próbowałem dokonać trzy razy aż się udało. Czekaliśmy z żoną trzy miesiące ale powiem Wam, że warto było!!!
Przed przyjazdem do Warszawy korespondowałem a Panem Wojciechem drogą e-mailową ponieważ chciałem kupić książkę jego autorstwa i przywieźć ją do restauracji aby zdobyć podpis. Otrzymałem błyskawicznie odpowiedź, że książka z autografem będzie na mnie czekała w restauracji. Bomba!!!!
Przed przyjazdem manager restauracji kontaktuje się telefonicznie aby potwierdzić termin. No i w końcu nastąpił ten dzień!!!!!!!!!!!!!!!!!!






W restauracji jest 15 stolików dwuosobowych, pracowało 7 kelnerów razem z managerem  restauracji.
 Jak już wiecie w Atelier nie ma typowej karty dań są tzw. momenty czyli menu degustacyjne co jest fajną sprawą. Do wyboru są: 3,5 lub 8 momentów.






Wybraliśmy 8 momentów bo jak często bywa się w Atelier Amaro? Do momentów wybraliśmy selekcję polskich alkoholi.
Na początku do stolika podchodzi manager restauracji, opowiada o menu i pyta się o uczulenia czy o produkty, których nie chcemy otrzymać. Proponuje lampkę wina na początek. Po wybraniu menu na stolik wędrują sztućce i woreczek z rozgrzanymi kamieniami, w którym znajduje się pieczywo własnego wypieku min. chleb barwiony palonym sianem.
Zanim zaczną przychodzić momenty pojawiają się 3 amuse bousche. Po każdym "daniu" przychodzi kelner z nowymi sztućcami

 Marynowana słonina z plastrami głąba kalafiora marynowanego w sosie z orzechów włoskich.
 Chips z kaszanki a w zasadzie dwa a w środku czekolada
Następnym była beza jabłkowa ze ślimakiem. Niestety za szybko zjadłem i nie zdążyłem zrobić zdjęcia.

Po czekadełkach przyszedł czas na momenty a do każdego z nich nalewka. Trzeba przyznać, że wiedza kelnerów na temat alkoholi ( na temat jedzenia również)jest niesamowita. Znają każdy szczegół. Szkoleni są bezpośrednio w destylarniach a są to często małe rodzinne miejsca.Zgranie wszystkiego jest niesamowite. Przychodzi jeden kelner zabiera podstawki czy talerze po skończonym momencie, zaraz podchodzi następny ze sztućcami i za nim kolejny z nalewką,opowiada o nalewce i po jego odejściu podchodzi kelner z kolejnym momentem. Niesamowite zgranie.
Pierwszą nalewką była nalewka o nazwie " Rajskie jabłuszko" a produkowane  w Łomiankach pod Warszawą


W tej wazie były gorące kamienie i2 listki jarmużu zalane gorącym bulionem po to żeby się zblanszował i powędrowały niżej na rybę.

Sterlet ryba z rodziny jesiotrowatych marynowana w pudrze z buraka z galaretką z wędzonego jabłka z gorczycą + wyżej wymieniony jarmuż.
Kolejna nalewka to Westal Holly Grass. To alkohol z trawą turówką z Kaszub, o nucie wanilii.

Drugi moment to tatar z sarny z orzechami pinii, puder z musztardy i plastrami rzepy.
Trzecia nalewka to trzeciego momentu to nalewka z rokietnika, którego najwięcej jest nad morzem. Alkohol z rokietnikiem leżakuje w szklanych naczyniach i przez 4 lata wystawiany jest na słońce aby naturalne ciepło wytrąciło cukier, który ograniczy goryczkę rokietnika.
Powyżej pierożki z buraka z kozim serem z kiełkami rzodkiewki. Para powstała po zalaniu olejem z trawy żubrowej.
Czwarta nalewka to Likier Staropolski ze śliwki suskiej
Momentem, który przywędrował po nalewce to flaki cielęce smażone w tempurze z pestkami dyni, kostką z pora zalane wywarem z grzybów, śliwki suskiej z dodatkiem oliwy z kopru.

Piąta nalewką była nalewka Golden Rose. Jak nazwa mówi nalewka z płatkami róż i ziół. Produkowana na Podlasiu.

Piąty moment to Carbonara z Salsefii ( korzeń salsefii przypomina korzeń pietruszki) kwaszona w serwatce, grasica cielęca marynowana w oleju z orzecha laskowego, rukiew wodna i tarty chrzan

Szósta nalewka to 'Młody Ziemniak" i jak nazwa mówi jest z młodego zielonego ziemniaka z destylarni Chopina. Ta destylarnia jest jakby partnerem biznesowym Atelier Amaro.
Szósty moment to Troć zawinięta w plaster kiszonej kapusty w wywarze z imbiru, szafranu i goździka, nasturcja i popcorn z gryki.
No i przy tym momencie wywiązała się dyskusja z jednym z kelnerów na temat troci dlatego, że pochodzimy ze Słupska i wiem, iż w Słupi zawsze troć pojawiała się na tarło i wędkarze z całej polski zjeżdżali się zaraz po nowym roku na zawody wędkarskie. Kelner poszedł do samego Wojciecha Modesta Amaro aby zapytać o troć. Potwierdziły się nasze przypuszczenia . Zaraz po tym zostaliśmy poproszeni na dół ( kuchnia znajduje się pod restauracją) aby się spotkać i chwilę porozmawiać z samym szefem. Zapytał, które danai nam smakowały, porozmawialiśmy chwilę o troci i otrzymałem autorską książkę z autografem, którą szef obiecał mi jeszcze przed przyjazdem.Człowiek bardzo miły, mimo wielu zamówień zgodził się na kilka zdjęć.

Czas na siódmą nalewkę. Była to nalewka z wędzonej śliwki i dzikiej wiśni spod Płocka. Towarzyszył temu moment: zając na słoneczniku z demi glace, karmelizowany liść klonu, czarny bez, i suszona foie gras.

Chciałbym napisać jak zostało to danie podane. Najpierw przywędrował kapelusz a raczej melonik zakryty serwetką. Następnie kelner przyniósł talerzyk z częścią dania a raczej momentu. Kolejny kelner przyniósł kolejny melonik, z którego wysypał na talerz suszoną foie gras a z drugiego melonika szczypcami wyjął mięso zająca. Wyglądało to niesamowicie!!!!
Po siódmym momencie pojawił się tzw. przeddeser a był to sorbet z rokietnika. miód i chilii.
Następnym momentem był ostatni ósmy moment, muss czekoladowy z topinamburem ( niesamowite połączenie), chrupiące siano z buraka, mirabelka i mak. Do tego otrzymaliśmy dwujniak malinowy spod Tarnowa.
Wydawało by się, że to koniec. Nic mylnego po deserze pojawił się jakby "podeser" a była to beza z musu z pistacji iżelem z żurawiny.
No i na koniec espresso i petit fours na które składały się: szyszki ze śliwką, kuleczki z jałowcem, i czekoladki z trawą żubrową.
Reasumując, jeżeli ktoś z Was gotuje lub interesuje się dobrą kuchnią a w szczególności opartej na polskich produktach to zachęcam bo warto i nie ważna jest cena jaką zapłacicie za kolację bo PASJA CZY HOBBY JEST BEZCENNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!






Zgodnie z przepisami USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii zamieszczonych na tej stronie są własnością ich autora (czyli moją). Jeśli chcesz je skopiować i rozpowszechnić, zwróć się z prośbą do mnie.