Na Pasażu Schillera w Łodzi znajduje się bistro Lokal. Budynek z
zewnątrz nie zachęca do wejścia, w środku bardzo surowo i skromnie ale
za to smacznie a obsługa pierwszorzędna. Można wybrać dania z karty lub 3
daniowy lunch dnia za 29 zł!!!!
żona zamówiła łososia i cielęcinę długo duszoną, z grasicą,puree z
batata, kolorowymi marchewkami. Ja skorzystałem z lunch menu:zupa
ogórkowa na danie pierwsze a na drugie grillowana pita z paprykowym
humusem, sałatką z ciecierzycy, cukinii, harissy, orzeszków pinii i
koziego sera.. Na deser było ciasto z polenty z sosem mandarynkowym.
Przez lokal przewijają się co chwilę ,, MASA'' młodych ludzi. Polecam lokalna typowy lunch na romantyczną kolację? Raczej nie.
poniedziałek, 13 lutego 2017
LAWENDOWE TERMY
Krążąc po ziemi łódzkiej postanowiliśmy odwiedzić zamek w Uniejowie (
piękne miejsc), no a przy okazji, że nie znaliśmy miasta od strony
gastronomii posłużyliśmy się żółtym przewodnikiem. W Uniejowie jest
jedna restauracja, która znalazła się w zacnym gronie najlepszych.
Znajduje się w 4* hotelu Lawendowe Termy.
Restauracja nie do końca przyciąga wyglądem niby elegancka a detale typu bar, regały stojący bufet śniadaniowy, jakoś tak nie moje klimaty.
Karta dosyć ciekawa, dodatkowo menu zimowe.
Poniżej zamówione dania
Startery
Krem z selera częściowo zblendowany, do konsystencji kremu trochę daleko, do tego miały być prażone pestki dyni a były nie prażone.
Pazstet z dzika był dobry.
Dania Główne:
Wołowina duszona w sosie własnym, w którym było sporo ziaren zielonego pieprzu, który nie wnosił smaku (bo rozgryzieniu owszem),. Mięso było mięciutkie natomiast ziemniaki totalnie bez dodatku soli.
Kaczka, spora porcja bez jakiegoś smaku ( kaczka sama w sobie ma specyficzny smak) jakby była odgrzewana z poprzedniego dnia. Zrezygnowałbym z jednego udka na poczet smaku.
Na deser chcieliśmy zamówić rekomendowane przez Gault&Millau lody lawendowe i co i nie ma. Dowiedzieliśmy się że nie dojechały i przez kolejny tydzień nie dojadą. Myślałem że szefowa kuchni jest na tyle ambitna że potraktuje ten produkt jako sztandarowy i robi sama lody, tym bardziej że wokół hotelu rośnie mnóstwo lawendy!!!!
Serwis był o, kelnerka uśmiechnięta ale 3 osoby nie radziły sobie z obsługa 2 stolików. Na naszym stoliku łyżka do zupy leżała przez cały serwis na stole u osoby, która nie zamówiła dania do którego łyzka mogłaby posłużyć. Obserwowałem gości, którzy weszli po nas bardzo długo czekali na zabranie zamówienia. 3 kelnerki!!!! Nie wiem ciągle były na kuchni może miały dodatkowy etat jako pomoc kuchenna. Rozumiem, że na rynku czasami brakuje wykwalifikowanych rąk do pracy. Może to są detale i czepiam się bo w branży hotelarsko-gastronomicznej pracuje sporo lat i to widzę. Uważam jednak że bycie w takim przewodniku zobowiązuje, to nie bar u ,, Zdzicha" przy drodze.
Przepraszam za wywody ale coś w tym jest.
Restauracja nie do końca przyciąga wyglądem niby elegancka a detale typu bar, regały stojący bufet śniadaniowy, jakoś tak nie moje klimaty.
Karta dosyć ciekawa, dodatkowo menu zimowe.
Poniżej zamówione dania
Startery
Krem z selera częściowo zblendowany, do konsystencji kremu trochę daleko, do tego miały być prażone pestki dyni a były nie prażone.
Pazstet z dzika był dobry.
Dania Główne:
Wołowina duszona w sosie własnym, w którym było sporo ziaren zielonego pieprzu, który nie wnosił smaku (bo rozgryzieniu owszem),. Mięso było mięciutkie natomiast ziemniaki totalnie bez dodatku soli.
Kaczka, spora porcja bez jakiegoś smaku ( kaczka sama w sobie ma specyficzny smak) jakby była odgrzewana z poprzedniego dnia. Zrezygnowałbym z jednego udka na poczet smaku.
Na deser chcieliśmy zamówić rekomendowane przez Gault&Millau lody lawendowe i co i nie ma. Dowiedzieliśmy się że nie dojechały i przez kolejny tydzień nie dojadą. Myślałem że szefowa kuchni jest na tyle ambitna że potraktuje ten produkt jako sztandarowy i robi sama lody, tym bardziej że wokół hotelu rośnie mnóstwo lawendy!!!!
Serwis był o, kelnerka uśmiechnięta ale 3 osoby nie radziły sobie z obsługa 2 stolików. Na naszym stoliku łyżka do zupy leżała przez cały serwis na stole u osoby, która nie zamówiła dania do którego łyzka mogłaby posłużyć. Obserwowałem gości, którzy weszli po nas bardzo długo czekali na zabranie zamówienia. 3 kelnerki!!!! Nie wiem ciągle były na kuchni może miały dodatkowy etat jako pomoc kuchenna. Rozumiem, że na rynku czasami brakuje wykwalifikowanych rąk do pracy. Może to są detale i czepiam się bo w branży hotelarsko-gastronomicznej pracuje sporo lat i to widzę. Uważam jednak że bycie w takim przewodniku zobowiązuje, to nie bar u ,, Zdzicha" przy drodze.
Przepraszam za wywody ale coś w tym jest.
SAM
Tak często odwiedzamy stolicę, że może się tam przeprowadzimy:), nie
raczej nie, pojechać, odwiedzić restaurację to fajna sprawa ale stanie w
korkach to już nie fajnie wole naszą Ustkę.
Tym razem padło na restaurację SAM na ulicy Lipowej 7A. Lokal totalnie pełny, sporo studentów ponieważ w pobliżu znajduje się UW. Udało nam się ze stolikiem ponieważ parę minut przed zadzwoniłem i zarezerwowano stolik. Lokal nie za duży, o wystroju typowego bistro. Karta nie za duża i powiedziałbym niezaciekawa, zależy kto co lubi. Zamówiliśmy tylko główne dania: żona ryż po azjatycku z wołowiną- danie średnio ciekawe smakowo a cenowo nie adekwatne (za drogie). Ja zamówiłem burgera i niestety już nie było więc zaproponowano mi grillowaną wołowinę, było ok chociaż jadałem lepsze. Trzeba przyznać że dobrze wysmażona.
Jak na bistro to jedzenie na 4-, żebym powiedział WOW to raczej nie ale pamiętajmy to typowe bistro. Trzeba również wspomnieć o obsłudze kelnerskiej, która była miła i wiedziała co robi. Jeżeli będziecie w okolicy to szybki lunch-tak.
Sam ma jeszcze jeden plus choć bardzo drogi. W restauracji na -1 znajduje się sklep ze zdrową żywnością min. chleby ( również bezglutenowe), świeże figi, sery od małych dostawców i wiele innych produktów. Nawet udało nam się spotkać Marcina Prokopa.
Tym razem padło na restaurację SAM na ulicy Lipowej 7A. Lokal totalnie pełny, sporo studentów ponieważ w pobliżu znajduje się UW. Udało nam się ze stolikiem ponieważ parę minut przed zadzwoniłem i zarezerwowano stolik. Lokal nie za duży, o wystroju typowego bistro. Karta nie za duża i powiedziałbym niezaciekawa, zależy kto co lubi. Zamówiliśmy tylko główne dania: żona ryż po azjatycku z wołowiną- danie średnio ciekawe smakowo a cenowo nie adekwatne (za drogie). Ja zamówiłem burgera i niestety już nie było więc zaproponowano mi grillowaną wołowinę, było ok chociaż jadałem lepsze. Trzeba przyznać że dobrze wysmażona.
Jak na bistro to jedzenie na 4-, żebym powiedział WOW to raczej nie ale pamiętajmy to typowe bistro. Trzeba również wspomnieć o obsłudze kelnerskiej, która była miła i wiedziała co robi. Jeżeli będziecie w okolicy to szybki lunch-tak.
Sam ma jeszcze jeden plus choć bardzo drogi. W restauracji na -1 znajduje się sklep ze zdrową żywnością min. chleby ( również bezglutenowe), świeże figi, sery od małych dostawców i wiele innych produktów. Nawet udało nam się spotkać Marcina Prokopa.
WARSZAWSKA
Po krótkiej wizycie w ukochanych Tatrach wracamy na kolejne kilkadni do
Łodzi zanim wrócimy nad morze. Po drodze kilka pomysłów na obiad: u
,,Zdzicha" lub u ,, Krysi"hmmmmm, ciężki temat tym bardziej że żona jest
uczulona sporą liczbę produktów. Więc co? sięgamy po żółty przewodnik i
pada na Sosnowiec i jedyną restaurację z przewodnika. Warszawska bo tak
nazywa się restauracja mieści się w hotelu Centrum przy ulicy
Warszawskiej ( niektóre mapy pokazują Modrzejowską 3) Było warto zjechać
7 km z trasy. Oto foto relacja
Czekadełko
Startery
Główne
Na deser niestety nie starczyło miejsca, zamiast tego była kawa. Restauracja ma duszę i sporo klientów, co chwilę dołączali nowi goście. Cenowo nawet bardzo przystępnie. Na prawdę polecam, czysto, smacznie, miło.
| wejście z ulicy |
| jedna z sal |
| świrze bułeczki z sosami |
| krem z selera i topinambur- niesamowity balans smaku |
| zupa rybaka-bulnabesse |
| wkładka z zupy |
| poliki wołowe |
| rolada śląska z kluskami |
Na deser niestety nie starczyło miejsca, zamiast tego była kawa. Restauracja ma duszę i sporo klientów, co chwilę dołączali nowi goście. Cenowo nawet bardzo przystępnie. Na prawdę polecam, czysto, smacznie, miło.
BISTRO LA COCOTTE
BISTRO LA COCOTTE ( Gault& Millau)
Restauracja przy ulicy Mokotowska12, schowana w podwórku. Niesamowicie klimatyczna faktycznie jak gdzieś z basenu Morza Śródziemnego. Nie mieliśmy rezerwacji ale że byliśmy o 17:15 to zaproponowano stolik, który był zarezerwowany od 20:00. Pasowało nam to ponieważ czekaliśmy na mini targ rybny, który ma miejsce w każdą środę o 18:00 tym razem o 18:30. Do tego czasu delektowaliśmy się francuską muzyką i wspaniałym jedzeniem.
Normalnie serwowane z grzanką ale z tego iż żona ma nie tolerancję na gluten otrzymała truskawkę.
Dania główne
Restauracja jest naprawdę klimatyczna a jedzenie to
poezja a do tego sympatyczna obsługa.Cenowo średnio, kolacja nie
zrujnuje Waszego portfela. W każdą środę przylatyja porannym samolotem z
Portugalii ryby i owoce morza, które wieczorem są sprzedawane na targu
rybnym. Mi udało się kupić 2 szt. Morlesza Bogara- kuzyna Dorady. Mięso
rewelacyjne. Przyrządziłem go ze szparagami i sosem holenderskim .
Koniecznie musicie odwiedzić ta knajpkę!!!!!!
Restauracja przy ulicy Mokotowska12, schowana w podwórku. Niesamowicie klimatyczna faktycznie jak gdzieś z basenu Morza Śródziemnego. Nie mieliśmy rezerwacji ale że byliśmy o 17:15 to zaproponowano stolik, który był zarezerwowany od 20:00. Pasowało nam to ponieważ czekaliśmy na mini targ rybny, który ma miejsce w każdą środę o 18:00 tym razem o 18:30. Do tego czasu delektowaliśmy się francuską muzyką i wspaniałym jedzeniem.
| foie gras |
| francuska zupa cebulowa z grzanką z zapieczonym serem gruyer |
| Konfitowane udko z kaczki |
| królik z sosem musztardowym |
| creme brule |
| prosto z Portugalii |
Koniecznie musicie odwiedzić ta knajpkę!!!!!!
SŁONY
Traf chciał, że Warszawę opuszczaliśmy 6 stycznia i musieliśmy zjeść
śniadanie bezglutenowe. Poczytaliśmy trochę i się okazało, że jest kilka
restauracji w Warszawie, które serwują śniadania bezglutenowe.
Większość z nich jednak na stronach miało sprzeczne info dotyczące
godzin otwarcia. Sugerowaliśmy się niedzielami i świętami. Miały być
otwarte od 11:00. Miały ale nie były. W jednej ,,Mommo good Food''
pracownica była tuż przed 11 w środku ale na nasze szarpanie drzwiami po
prostu nas zignorowała,druga przy Pl. Konstytucji ,, Wiesz co jesz'' o
11:45 powiedziano nam że czynna od 12:00. Cholera gdzie Ci ludzie maja
olej w głowie. Drzwi otwarte więc weszliśmy, mogli nas przetrzymać te 15
min. chociażby przy herbacie. Cóż stracili klienta.
Trafiamy w końcu do ,,Słony'' na ulicę Piękną 11 i dostajemy śniadanie. Zaczynamy od sznytek- mini kanapeczek
Tak w tej knajpce nas nakarmili i wyjechaliśmy z Wawy najedzeni.
Trafiamy w końcu do ,,Słony'' na ulicę Piękną 11 i dostajemy śniadanie. Zaczynamy od sznytek- mini kanapeczek
| krem z dyni |
| wegetariańskie leczo z plackami ziemniaczanymi |
Tak w tej knajpce nas nakarmili i wyjechaliśmy z Wawy najedzeni.
TEL-AVIV
W grudniu okazało się, że moja żona ma lekką nietolerancję glutenu więc szukając restauracji bezglutenowej trafiamy na Tel-Aviv. przy Poznańskiej 11. Jak sama nazwa mówi dużo dań z kuchni żydowskiej. Nie mieliśmy rezerwacji i się mocno zdziwiliśmy bo knajpka była full. Udało nam się jednak dostać stolik 2- osobowy. Przez godzinę obserwowaliśmy jak wielu Klientów czekało nawet kilkanaście minut na stolik. Ta liczba osób potwierdza świetne jedzenie.
| Burger vegi ( kotlet z brokuła i kalafiora) + frytki sosy bezglutenowe i colesław |
| Makaron bezglutenowy z warzywami |
| wnętrze |
Subskrybuj:
Posty (Atom)